Czasem masz wrażenie, że znasz ten scenariusz, choć zaczynasz wszystko od nowa… Inna znajomość, inna dynamika, a jednak po pewnym czasie pojawia się znajomy ciężar. Zaczynasz reagować tak, jakbyś już kiedyś przeżył tę historię. Za szybko się angażujesz albo przeciwnie – wycofujesz się wtedy, gdy robi się blisko. Trafiasz na osoby, które nie umieją być obecne. Powtarzasz te same rozmowy, te same konflikty, te same próby ratowania czegoś, co nie chce się utrzymać. I choć próbujesz zrobić wszystko inaczej, w pewnym momencie wraca pytanie: dlaczego wciąż popełniamy te same błędy?
To doświadczenie potrafi budzić bezradność. Rodzi pytanie, czy to z Tobą jest coś nie tak, skoro mimo szczerych chęci znowu wracasz do starych zachowań. A jednak za tym powtarzaniem rzadko stoi pech czy przypadek. Częściej to echo dawnych relacji, które nadal w Tobie żyją. W tym tekście przyjrzymy się, skąd biorą się powracające wzorce w kontaktach z ludźmi i jak można zacząć wychodzić poza schemat, który nie służy ani Tobie, ani Twoim relacjom.
Co oznacza powtarzanie błędów w relacjach?
Wbrew temu, co często sobie wmawiamy, powtarzanie błędów nie oznacza, że jesteś „nieudolny”, „naiwny” albo „skazany na porażkę”. To zwykle wcale nie są błędy w klasycznym rozumieniu, ale utrwalone sposoby reagowania, które pojawiają się szybciej, niż zdążysz je zauważyć. Zachowania, które kiedyś pomagały Ci przetrwać, dziś uruchamiają się automatycznie – nawet jeśli już Ci nie służą.
Może to być np.:
- tendencja do wchodzenia w relacje, w których przejmujesz odpowiedzialność za emocje drugiej osoby;
- przyciąganie partnerów, którzy są nieobecni, zmienni, trudni do uchwycenia;
- uciekanie przed bliskością, zanim ona naprawdę się pojawi, bo trudno Ci zaufać.
Każdy z tych wzorców ma swój sens, choć na pierwszy rzut oka wydaje się po prostu pomyłką.
Tak właśnie działa powtarzanie schematów: pozwala pozostać na znanym terenie. Nawet jeśli jest on bolesny. Umysł wybiera to, co przewidywalne. Serce podąża za tym, co znajome. A ciało pamięta napięcia, które kiedyś pomagały przetrwać. I choć dziś jesteś już dorosły, w środku nadal funkcjonują reakcje ukształtowane wiele lat temu.
Skąd biorą się te schematy?
Powtarzające się wzorce nie pojawiają się znikąd. Najczęściej mają korzenie w pierwszych relacjach, które uczyły Cię, czym jest bliskość i jak wygląda kontakt z drugim człowiekiem.

Jeśli dorastałeś w domu, w którym emocje były bagatelizowane lub karane, mogłeś nauczyć się, że lepiej je ukrywać. Jeśli Twoje potrzeby były odkładane na bok, dziś możesz nie umieć o nich mówić.A jeśli miłość pojawiała się tylko wtedy, gdy spełniałeś oczekiwania, być może wciąż próbujesz zasłużyć na uwagę.
Nie chodzi tu o winę rodziców, ale o zrozumienie, że to, co dla dziecka było koniecznością, w dorosłym życiu staje się nawykiem. I nawet jeśli wiesz, że dany sposób reagowania Ci nie służy, wciąż po niego sięgasz, bo ciało pamięta. Dawne doświadczenia tworzą wewnętrzne mapy relacji. A kiedy wchodzisz w nowy związek, podążasz właśnie za tą mapą, nawet jeśli prowadzi Cię w dobrze znany ślepy zaułek.
Z czasem takie schematy zaczynają działać jak filtr. Sprawiają, że szybciej dostrzegasz to, co potwierdza stare przekonania. Jeśli boisz się odrzucenia, każde opóźnienie w odpowiedzi może brzmieć jak sygnał zagrożenia. Jeśli doświadczyłeś opuszczenia, wybierasz osoby, które są nieosiągalne, bo w tej dynamice odnajdujesz znajome emocje. I tak historia powtarza się na nowo, nawet jeśli bardzo chcesz, by wyglądała inaczej — i nawet jeśli zastanawiasz się, dlaczego wciąż popełniamy te same błędy.
Jak objawiają się powtarzające wzorce?
Powtarzane schematy rzadko wyglądają tak samo na powierzchni. Czasem przybierają zupełnie różne formy, ale ich rdzeń pozostaje identyczny. Oto kilka częstych sposobów, w jakie mogą się ujawniać:
- silne przywiązanie już na początku relacji – potrzeba natychmiastowej bliskości, lęk przed utratą kogoś, kogo dopiero znasz;
- wybieranie osób niedostępnych emocjonalnie – partnerów, którzy nie chcą się angażować, unikają rozmów lub są niestali;
- ucieczka, gdy robi się blisko – pojawia się napięcie, chaos, chęć wycofania się, gdy druga osoba okazuje realne zainteresowanie;
- rolę opiekuna przejmujesz z automatu – ratujesz, wspierasz, tłumaczysz, podtrzymujesz, nawet kosztem siebie;
- trudności z mówieniem o potrzebach – unikasz konfliktów, nie prosisz o nic, rezygnujesz, by nie narazić relacji na napięcie;
- powtarzające się konflikty o te same rzeczy, niezależnie od tego, z kim jesteś;
- poczucie, że „to ja muszę się dostosować”, nawet jeśli wiesz, że coś jest nie w porządku;
- tłumienie złości, która wraca później w postaci frustracji, wybuchów albo poczucia bezsilności.
Wspólny mianownik: każdy z tych wzorców powstaje po to, by chronić Cię przed czymś, czego kiedyś bardzo się bałeś – utratą, odrzuceniem, krytyką, samotnością. Problem w tym, że to, co kiedyś dawało poczucie bezpieczeństwa, dziś często zamyka drogę do prawdziwej, żywej relacji.
Co sprawia, że wracamy do starych schematów?
Najprościej byłoby powiedzieć: przyzwyczajenie. Ale to coś głębszego. Schematy nie wracają dlatego, że nie potrafisz inaczej, lecz dlatego, że są dla Ciebie w pewnym sensie znajome. Nawet jeśli bolesne. Tworzą przestrzeń, w której wiesz, jak reagować. W której emocje, choć trudne, wpisują się w dobrze znany rytm.
Dużą rolę odgrywa też pamięć ciała. Dawne napięcia, lęki i nawyki zapisują się w nim tak mocno, że potrafią wyprzedzić Twoją świadomość. Zanim pomyślisz, że coś Cię zagraża, ciało zaczyna się spinać. Zanim zrozumiesz, że partner jest zdystansowany, w środku budzi się lęk. Ta reakcja była kiedyś potrzebna – chroniła Cię przed czymś, co naprawdę bolało. Dziś uruchamia się automatycznie, choć sytuacja może być zupełnie inna.
Schematy wracają także dlatego, że próbujemy zakończyć niedokończone historie. Wybieramy osoby, które w pewien sposób przypominają nam kogoś z przeszłości – nie po to, by powtórzyć ból, ale by wreszcie go pokonać. W relacji, która odtwarza dawny układ sił, pojawia się nieświadoma nadzieja: tym razem będzie inaczej. Tyle że bez głębokiej świadomości swoich wzorców kończy się zazwyczaj tak samo.
Najtrudniejsze jest jednak to, że schematy potrafią brzmieć jak prawda o Tobie. Jakbyś był kimś, kto zawsze musi gonić, uciekać, ratować, być perfekcyjny albo niewidzialny. A to tylko echo przeszłości, które nigdy nie zostało zakwestionowane.
Jak zacząć to zmieniać?
Zmiana schematów nie zaczyna się od radykalnych decyzji. Najpierw trzeba je zauważyć. Zamiast pytać „Dlaczego znowu to zrobiłem?”, możesz zacząć od „Co właśnie się we mnie wydarzyło?”. To przesunięcie uwagi z oceny na ciekawość. Schematy nie znikają dlatego, że się ich wstydzisz. Znikają wtedy, gdy je rozpoznajesz. To przesunięcie uwagi z oceny na ciekawość. Bo żeby odpowiedzieć sobie na pytanie, dlaczego wciąż popełniamy te same błędy w relacjach, najpierw trzeba zauważyć moment, w którym one się uruchamiają.

Warto też zwrócić uwagę na ciało. Kiedy pojawia się lęk, napięcie w klatce piersiowej, ścisk w gardle albo niepokój w brzuchu, to często sygnały, że uruchomił się dawny wzorzec. Zamiast działać od razu, można dać sobie chwilę na oddech, rozluźnienie ramion, poczucie stóp na podłodze. Takie zatrzymanie pozwala wyjść z automatycznej reakcji i podjąć decyzję bardziej świadomie.
Kolejny krok to mówienie o sobie. Nie o winie partnera, ale o swoim przeżyciu: „w takich sytuacjach czuję napięcie”, „kiedy milczysz, pojawia się we mnie lęk”, „potrzebuję trochę czasu, żeby dojść do siebie”. To sposób na tworzenie kontaktu, a nie na powtarzanie dawnych ról.
Ważne są też małe, konkretne działania. Jeśli masz tendencję do ratowania innych – spróbuj raz pozwolić komuś poradzić sobie samemu. Uciekasz, gdy robi się blisko – zatrzymaj się choć na chwilę dłużej. Tłumisz złość – spróbuj ją nazwać, choćby tylko przed sobą. Każdy taki gest jest jak przesunięcie granicy, która kiedyś wydawała się nie do ruszenia.
Zmiana schematów nie polega na byciu innym człowiekiem. Polega na tym, że coraz częściej wybierasz reakcję, która jest prawdziwa tu i teraz, a nie tę, którą dyktuje przeszłość.
Relacja terapeutyczna jako miejsce zmiany
W terapii schematy nie są naprawiane: one się ujawniają. Czasem w sposób delikatny, a czasem bardzo wyraźny, np. w tym, jak rozmawiasz z terapeutą, jak reagujesz na ciszę, jak bronisz swojej racji albo ją oddajesz. To nie dzieje się po to, by Cię ocenić. Dzieje się po to, by zobaczyć, jak naprawdę funkcjonujesz w kontakcie i dlaczego wciąż popełniamy te same błędy w relacjach z innymi.

Relacyjna psychoterapia daje coś, czego trudno doświadczyć gdzie indziej: bezpieczne miejsce, w którym można przeżyć siebie inaczej niż dotychczas. Jeśli zwykle uciekasz przed bliskością, tutaj możesz spróbować zostać. Bierzesz odpowiedzialność za wszystkich wokół, tutaj możesz zobaczyć, że nie musisz. Boisz się konfliktu, możesz doświadczyć rozmowy, w której różnica zdań nie oznacza utraty relacji.
Nie zmieniają Cię techniki ani strategie. Zmienia Cię kontakt – sposób, w jaki jesteś widziany, słyszany i traktowany. W terapii możesz po raz pierwszy poczuć, że masz prawo do własnego głosu. Że Twoje emocje nie są zagrożeniem. I że relacja nie musi być powtórką z przeszłości, ale może stać się przestrzenią, w której dojrzewasz, zamiast walczyć o przetrwanie. To właśnie ta jakość więzi, a nie nurt terapeutyczny, pozwala tworzyć nowe doświadczenia. A z nowych doświadczeń rodzą się nowe schematy – takie, które sprzyjają bliskości, zamiast ją komplikować. Świadomość tego, dlaczego wciąż popełniamy te same błędy, pozwala podejmować decyzje w zgodzie ze sobą, a nie z tym, co podpowiada przeszłość.